Żona mówi do męża informatyka:
- nic tylko siedzisz przed tym komputerem, nie zajmujesz się mną, nic razem nie robimy,
dziecko byś mi chociaż zrobił to bym miała z kim czas spędzać...
- Kładź się! Będziemy instalować.
Taki oto żarcik, a mi jakoś wcale nie jest do śmiechu
moje życie to jedna wielka pomyłka,
nie wiem co dalej
Troche nie pisałam a stało sie to i owo,
jestem już 3 tydzień na praktyce w banku - jest super 3 tydzien segreguję pocztę zwrotną,
czuję że moja kariera nabiera rozpędu,
ale co tam
w międzyczasie nie przyjął mnie pan Y, co okupiłam weekendem wyjętym z życiorysa i jednym winem greckim,
mianowicie, jak pan zadzwonił w piątek to zaczęłam ryczeć i tak do niedzieli w międzyczasie kupiłam w piątek wino
i wypiłam je w wannie
nic potem nie pamiętam ale raczej nie było to miłe.
Dzień za dniem jestem w coraz gorszej formie,
zwrotki mnie wykończą
A dzisiaj był koncert KNŻ
i to zdecydowanie nie moja bajka
oj nie a teraz zamiast spać to nadrabiam zaległości ja nie wiem, jak ja jutro wstanę o 6.05
i jek będę mysleć przez ok 10 h?
nie wiem
bez sensu
Życie jest nie tyle niesprawiedliwe co dziwne,
nawet bardzo dziwne.
Nie jestem wstanie zrozumieć tych wszystkich meandrów rzeki jaką jest ludzki los.
A moja rzeka to już całkiem się pokomplikowała.
Wczoraj zadzwoniła do mnie przemiła PANI X z informacją, że przyjmuje mnie na praktykę absolwencką na 3 miesiące
i mam w poniedziałek przyjść i podpisać umowę, odbyć szkolenie i już zaczynam.
Taaa fajnie, że coś się ruszyło
cieszę się naprawdę.
Szkoda, że nie jest to umowa o pracę ale od czegoś trzeba zacząć.
Dzisiaj zadzwonił przemiły PAN Y i pogratulował mi bo jako 1 z 4 osób przeszłam pierwszą rozmowę i mam przyjść na kolejną,
super
dzisaj miał ogłosić wyniki, co by mi szczerze pasowało bo wiedziałabym co zrobić z tą praktyką
ale nie oni musieli sobie wymyślić jeszcze 1 etap rekrutacji,
nie muszę chyba wspominać, że ta druga rozmowa ma się odbyć w przyszłym tygodniu, jakoś we wtorek lub środę?
KURDE
wściekam się, kiedy nie wiem co zrobić
teraz naprawdę nie wiem
Nie wiem, która to już była rozmowa kwalifikacyjna w ciągu ostatnich 5 miesięcy,
ale mogę ją uznać za jedną z milszych.
Nieważne, jaki będzie wynik ale nie wyszłam z poczuciem, że jestem baznadziejna i się do niczego nie nadaję.
Była seria pytań jak z automatu,
uwaga o moim wieku i stanie matrymonialnym,
i pytanie co by pani zrobiła gdyby była prezesem.
Ale było ok...
A to już postęp
Druga plyta Poluzjantów - hmmmmmm poezja...
cudowne brzmienie, teksty
no cudo
plumka mi w tle, a to co napisali we wstępie
oj polecam, nawet ja nie jest tak kreatywna aby wymyślić stworzony przez nich zbitek słów,
aha i byliśmy na Avatarze
hmmm, i tutuaj już się niestety nie mogę rozpływać w pochwałach , jak to robiłam powyżej.
Film ciekawy, godny zobaczenia gdyż niewąpliwie jest kolejnym krokiem naprzód w historii kina,
efekty specjalne na miarę oskara
ale no właśnie mam ale, a nawet parę.
- wytrzymanie ok. 3 godzin w tych cholernych okularach 3D graniczny z cudem
- strasznie brutalne,
- fabuła jakoś mało porywająca,
No niestety nie jestem w stanie zrozumieć Amerykanów, którzy chcą po tym filmie popełniać samobójstwo,
i taka jestem chyba ograniczona, bo mnie to nie porwało
Tłusty czwartek w tym roku przyszedł niespodziewanie,
jadłam sobie , jak zawsze śniadanie,
a tutaj ogłosili, że właśnie jest ten dzień
w dzień dobry tvn
No i tym sposobem, nie miałam wyjścia.
Musiałam:
1. wsiąść w auto (popsute notabene, bo znowu oderwała się pokrywa silnika czy coś, nie wiem ale strasznie brzęczy jak sie dodaje gazu),
2. wyjechać z garażu,
3. podjechać pod sklep (co jest trudne w becnych warunkach atmosferycznych),
4. zakupić 5 pączków + faworki,
5. wrócić do domu,
Następnie robimy kawę z mlekiem, siadamy na kanapie przy kaloryferze bierzemy pączka i jemy
jemy, jemy ,jemy
ale od pierwszego kęsa wiemy, że to nie to, że trzebyło pojechąc do sklepu dalej i kupić pączki od bliklego
taaaaaa
nie ma to jak lenistwo
nawet tłusty czwartek może popsuć.
A poza tym spoko, wszystko nam sie psuje a dzisiaj okazało się jeszcze, że sąsiadów zalaliśmy
ciekawie ciekawie.
Dzisiaj koleżanka zwierzyła się, że tak sobie wspominała zeszły rok i przypomniała sobie, jak o tej porze wybierała suknię ślubną
i że tak fajnie było,
na co ja, że i owszem fajnie
ja na przykład jeszcze nie wiedziałam nic o ślubie, zaręczynach, małżeństwie.
Nawet była ich wielką przeciwniczką.
Zabawne
zaprawdę....